I stay noided

20 komentarzy

DSC_0185

DSC_0039

DSC_0050

DSC_0055

DSC_0063-2

DSC_0080-3

DSC_0088 (1)

DSC_0108-4

DSC_0115-3

DSC_0122-5

DSC_0140-2

fot. Arleta Smutniak

koszulka // ROMWE

kurtka // SHEINSIDE

spodnie // ROMWE

torebka // SHEINSIDE

butelka // EQUA

I don’t age, I level up – wpis sponsorowany

8 komentarzy

DSC_0138

fot. Arleta Smutniak

Globalnie dorosła! Urodziny kojarzą się przede wszystkim z życzeniami dla solenizanta – dostałam ich już dziś sporo, te standardowe „sto lat” i kilka rozbudowanych, połączonych z bardzo osobistymi podziękowaniami za to, że po prostu jestem.

Dziękuję!

Po przebudzeniu uświadomiłam sobie, że moja Mama urodziła mnie mając tyle lat, ile ja kończę dzisiaj – dwadzieścia jeden. Jeśli spojrzę na etap życia, w jakim się znajduję i dodam do niego dziewięciomiesięczny brzuch, z którego nagle wychodzi mały, krzyczący potwór, dostaję gęsiej skórki.

Chapeau bas.

Tak się składa, że w niedzielę 17 maja obchodzimy Światowy Dzień Pieczenia. Kasia poprosiła mnie o zobowiązanie się do upieczenia z tej okazji czegoś dla ważnej osoby lub ważnych osób. Ponieważ cukiernik ze mnie żaden, a jedyne, co umiem wyjąć z piekarnika w stanie gotowości do spożycia to ciasto marchewkowe, dostałam przepis na Najszczęśliwsze Ciasto. Postanowiłam podjąć się tego wyzwania i przygotować je dla swoich rodziców.

ciasto

Zachęcam Was do przejrzenia strony związanej z Dniem Pieczenia – znajdziecie tam więcej przepisów. Pozostaje tylko zastanowić się, komu chcecie podarować swój wypiek ;) Zobowiązuję się tego dnia opublikować zdjęcia dokumentujące moje poczynania w kuchni i efekt końcowy.

wbd

Artykuł sponsorowany przez Kasię, ale zawarta treść jest mojego autorstwa.

Bucket list

41 komentarzy

Myślę, że każdy z nas przynajmniej raz w życiu zastanowił się, co zrobiłby z wygraną dużą sumą pieniędzy. Choć na co dzień myślę w sposób pragmatyczny, oczywiście i ja mam tzw. bucket list, czyli upchnięty gdzieś w kąt umysłu spis rzeczy, na które przed śmiercią przeznaczyłabym „przypadkowe” kilka zer. :)

1. Podróż do Kalifornii

Odkąd skończyłam gimnazjum, wiedziałam, że Kalifornia to miejsce, którego chcę doświadczyć. Marzenie to zrodziło się we mnie pod wpływem między innymi twórczości Red Hot Chili Peppers oraz autobiografii ich wokalisty. O tym, w jakim stopniu ten zespół ukształtował mój charakter, mogłabym napisać osobny post i być może kiedyś się na to zdobędę. W pierwszej klasie liceum nadszedł niechlubny dla mnie moment – ja, zawsze pilnująca frekwencji w szkole, przez dwa tygodnie wagarowałam. Ale gdzie się udawałam w czasie lekcji?

Do Biblioteki na Rajskiej. Siedziałam w bibliotece czytając każdą dostępną tam pozycję choćby w najmniejszym stopniu związaną z Kalifornią – od opisów przyrody po historię rozbijania narkotykowych gangów.

2. Dom

Po prostu dom, taki ze spadzistym dachem, ogródkiem i płotem naokoło. Bo Mama zawsze chciała, a ja uważam, że posiadanie tarasu to przekonujący argument.

3. Więcej sfinksów!

Jeszcze więcej łysych, szczekających, wciskających swoje nieporadne ciałko pod pościel nietoperzy.

Rzadko bawię się w zdrapki i losy, ale bardzo często widywałam swojego dziadka z wykreślonymi numerkami na kartce papieru w ręku z nadzieją na sprzyjające wyniki losowań lotto.

Próbujecie szczęścia? Jak rozporządzilibyście swoją wielką wygraną?

_DEU6514

_DEU6530

_DEU65161

_DEU6531-3

_DEU6538

_DEU6540

_DEU6542

_DEU6547

_DEU6552

_DEU6578

_DEU6481

_DEU6581

_DEU6589

_DEU6610

_DEU657000

fot. Paweł Figiel

koszulka // SHEINSIDE

bejsbolówka // SHEINSIDE

plecak // SHEINSIDE

legginsy // H&M

buty // REEBOK

Wideo sponsorowane: Dzień Matki z NIVEA Polska

17 komentarzy

Moja Mama była pierwszą osobą z pasją, jaką poznałam. Przyjaźnimy się od 21 lat. W jednym wpisie nie zmieściłabym całej nauki, jaką przez ten czas od niej nabyłam. Możecie być jednak pewni, że przejawia się ona w wielu tekstach, którymi dzielę się na blogu.

Moja Mama szyje z zamiłowania. Wspomnienia z ubraniami wykonanymi lub przerobionymi przez nią sięgają przedszkola, kiedy to pewnego dnia przyszłam tam w czarnych dzwonach ze złotymi zdobieniami na nogawkach i chyba nie było osoby, która nie zapytałaby: „skąd? Ale jak to: Mama Ci uszyła?”. Ponieważ w pierwszych latach życia rodzice są całym światem, naturalnym było dla mnie, że nosi się ubrania zrobione przez Mamę. Pytałam: „to Twoja Mama nie szyje dla Ciebie?”, a odpowiedź przerosła wtedy moje oczekiwania… „Moja Mama nie umie szyć”.

Jej pasja bywała nieznośna. Szczególnie wtedy, gdy zabierała mnie na spacery po tak zwanym Ciucholandzie, czyli na poszukiwania perełek z second-handu. Dałabym sobie rękę uciąć, że spędzałam tam długie godziny obserwując Ją przebierającą w wieszakach i koszach i nie mogąc zrozumieć, czego szuka. Dziś uwielbiam charakterystyczny zapach panujący w tych miejscach, bo kojarzy mi się właśnie z Nią. Może dlatego węch jest moim najsilniejszym zmysłem i jeśli już złapię się na sentymencie, to żywię go właśnie do zapachu.

Typowe dla dzieci jest naśladowanie obserwowanych zachowań, więc i ja zaczęłam szyć. Nie szyłam ubrań, szyłam zabawki dla bliskich. Maskotki wycinane z koszulek, z przyszytymi guzikami zamiast oczu, z wyszywanymi napisami. Raz nawet udało mi się naprawdę beznadziejnie pociąć sukienkę Mamy, którą znalazłam u siebie w szafie i byłam przekonana, że do niczego się już nie nada. Okazało się, że nie miała jej na sobie jeszcze ani razu, gdyż przygotowana była na lato.

Gdy poszłam do gimnazjum, w moim świecie pojawiło się pojęcie markowych ubrań i butów i choć prawdopodobnie mogłabym nosić modne wtedy modele, Mama zawsze powtarzała mi: „Nie jest sztuką ubrać na siebie metki i wyglądać jak z okładki. Sztuką jest wydać kilkadziesiąt złotych tak, by każdy obracał się w podziwie dla Twojego stylu.” Wtedy oczywiście było to dla mnie mocno niezrozumiałe, ale przecież miała rację. Wykształciłam w sobie nawyk szukania ubrań wedle tej porady i zajęłam się przerabianiem starych lub znalezionych w second-handach ubrań. Obcinałam rękawy, łączyłam materiały, przenosiłam nadruki z za małych koszulek na nowe. Nosiłam je z dumą. I tu nie brakowało pytań „skąd?”.

Przecież nie byłoby tego bloga, gdyby ludzie w Sieci nie zadawali mi wciąż pytań: „gdzie kupiłaś?”. Myślę, że jestem chociaż małym spełnieniem Jej marzeń, a wynikło to zupełnie niezamierzenie. To znaczy, zawsze chciałam, by była ze mnie dumna, ale dopiero teraz uświadamiam sobie, że to wszystko stało się, bo ktoś kontrolował mój gust i była to Moja Mama.

Z okazji zbliżającego się Dnia Matki wraz z NIVEA Polska zachęcam Was do uświadomienia sobie, ile w Waszym życiu uzależnione jest od prawd przekazywanych przez Mamę. Gdy już będziecie wiedzieli, w czym miała rację, nie zapomnijcie jej o tym powiedzieć. Możecie również dzielić się swoimi historiami na stronie NIVEA: klik!

Poznajcie kobiety opowiadające o roli Mamy w tym, jak potoczyły się ich losy (jeśli poniżej nie wyświetla się krótki filmik, wyłącz program Adblock w przeglądarce):

Post sponsorowany jest przez NIVEA, ale zawarta treść jest mojego autorstwa.

Soon enough

32 komentarzy

fot. Justyna Wróblewska

9

21

22

25

27

29-horz

31

32

33

34

Kolor na głowie od utalentowanej Sylwii Gaczorek.

stanik // GODSAVEQUEENS

koszulka // CHICNOVA

kardigan // ROMWE

spodnie // CHOIES

Tak, mam pogryzione usta. Mam szeroką twarz, przestałam być wychudzoną szkapą. Prawdopodobnie nie dostrzegam połowy tych wad, o których niektórzy są uprzejmi informować mnie w komentarzach. Ja nie mam czasu na studiowanie swojego ciała z taką dokładnością, więc jestem bardzo wdzięczna za wszelkie uwagi. Z przyjemnością będę skupiać się nadal na swoim życiu, a w przerwach przeczytam, co tam się nie spodobało :) Buziak.

RabbitRabbit!

31 komentarzy

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowy – przynajmniej dla mnie. Po raz pierwszy mam okazję zaprezentować ubrania od projektantki, co ogromnie mnie podbudowało!

RabbitRabbit! to polsko-duńska marka odzieżowa, a kolekcja ma wyraziste kolory i wzory. Spośród oferty wybrałam trzy elementy, które najbardziej przypadły mi  do gustu i cóż mogę napisać więcej – wszystko zobaczycie na zdjęciach :)

1

7

kurtka oversize // RabbitRabbit!

2

3

4

5

stanik // SHEINSIDE

żakiet // RabbitRabbit!

spódnica // CHOIES

6

bluzka // RabbitRabbit!

spodnie // SHEINSIDE

8

9a

żakiet // RabbitRabbit!

10

kurtka oversize // RabbitRabbit!

11

Na stronie marki o pochodzeniu nazwy czytamy: „Królik to urocze, delikatne i ciekawskie stworzenie. Jest takie stare powiedzenie, które mówi, iż jeśli krzykniesz 3 razy “królik, królik, królik” kiedy właśnie się obudzisz rano, w pierwszy dzień miesiąca, to oznacza to dla Ciebie szczęście w życiu i dobrą wróżbę na przyszłość. Samo słowo “królik” niesie ze sobą pozytywną energię i radość.

Zapraszam do zapoznania się z projektami Gizelli i śledzenia losów kolekcji: 
http://rabbitrabbit.pl/sklep

Facebook: 
https://www.facebook.com/rabbitrabbitfashion

Instagram: 
https://instagram.com/rabbitrabbit.fashion/

fot. Paweł Figiel

American Oxygen

23 komentarzy

Przedłużanie rzęs jest popularnym zabiegiem, na który decydują się kobiety lubiące wygodę i pewność siebie. Jeśli zastanawiałaś się nad nim, zapraszam do przeczytania wpisu – zebrałam całe swoje dotychczasowe doświadczenie w tej kwestii i mam nadzieję, że uda mi się rozwiać przynajmniej część wątpliwości. Gdyby jednak pojawiły się kolejne pytania, chętnie odpowiem na nie w komentarzach pod postem.

Dlaczego w ogóle wpadłam na pomysł doklejania rzęs? W wakacje zobaczyłam je u Kasi i od razu spodobał mi się efekt. Oko wyraziste bez grama makijażu – chcę! Zabieg wykonuje się w salonach urody, ale mnie została polecona dziewczyna robiące je prywatnie, u siebie w domu. Umówiłam spotkanie dopiero w październiku i pierwszym, co mnie zastanowiło, to: jak ja wytrzymam trzy godziny, bo tyle trwa ta zabawa, leżąc bez ruchu i z zakazem otwierania oczu? Jest to dziwne i naprawdę niezbyt przyjemne doświadczenie, zwłaszcza, gdy moją twarzą zajmuje się obca osoba. Nie pasowała mi ta atmosfera. Z jednej strony – rozumiem, że przez trzy godziny wymagane jest ogromne skupienie, bo rzęsy dokleja się pęsetami, jedną po drugiej. No ale, litości, cisza jest mało komfortowa. Po upływie miesiąca od tej wizyty przyszłam raz jeszcze na uzupełnianie, które na szczęście trwa „tylko” półtorej godziny. Znów to samo, plus zbywanie moich grzecznościowych pytań.  Musiałam zmienić kosmetyczkę.

Druga dziewczyna, której powierzyłam swoje rzęsy, najzwyczajniej je spieprzyła. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy zdejmowała mi je Aneta i spytała mnie, czy mam świadomość, że rzęsy przyklejone zostały do… powieki, zamiast do moich naturalnych. Anetę znalazłam dzięki jej ogłoszeniu o wykonywaniu zabiegu z dojazdem do klientki na jednej z fejsbukowych grup. Urzekła mnie swoją otwartością i tym, że rozmowa wynikała naturalnie podczas spotkania. Odtąd już tylko do niej zwracałam się o uzupełnianie.

Od października do lutego stosowałam metodę 1:1, czyli jednej sztucznej rzęsy doklejanej do jednej naturalnej. W marcu zdecydowałam się na 2:1, efekt na zdjęciu poniżej.

11046955_857217764342585_6719110187497360358_o

Niech Was nie przerazi zaczerwienienie oka – jest skutkiem taśmy, którą ochrania się powiekę, by klej nie dostał się do wewnątrz. Po kilku minutach wszystko wraca do normy i na miesiąc z kawałkiem można olśniewać spojrzeniem filmowej gwiazdy. Cenowo przedstawia się to różnie u poszczególnych dziewczyn – od 80 zł wzwyż.

Dlaczego zdecydowałam się je zdjąć? Z prostej przyczyny – przedłużanie rzęs obciąża naturalną oprawę oka i należy jej się odpoczynek. Jestem w trakcie stosowania olejku rycynowego na brwi i rzęsy, co ma je zagęścić i wydłużyć. O efektach po trzech tygodniach mówić jeszcze nie mogę, a pod koniec kwietnia prawdopodobnie znów poddam się zabiegowi.

Tak, jest „uzależniający” – nie ma porównania z najlepszym tuszem. Zdaję sobie sprawę z tego, że istnieją kobiety obdarzone rzęsami do nieba i nie potrzebują takich pomocy. Ja do nich nie należę, niestety. Budzenie się „zrobioną” jest według mnie warte zachodu :)

Podczas noszenia sztucznych rzęs nie używa się tuszu na górnej powiece, by nie osłabić kleju. Trzeba też zrezygnować z tłustych kremów w okolicach oczu i przyzwyczaić się do minimalnego kontaktu z dłońmi. Nie sprawiają problemu podczas snu.

Przed zabiegiem należy upewnić się, że klej nie wywoła reakcji uczuleniowej – to bardzo ważne!

Ja szczerze polecam Anetę, z którą, jeśli jesteście z Krakowa, skontaktować się można poprzez FP [klik].

img_90330491

img_90520496

img_90570497

img_90660501

img_90710504

img_90780506

img_90790507

img_90790511

fot. Kasia Gesing

bluza // second hand + DIY

legginsy // ROMWE

buty // CHOIES

Weź sobie dzień wolnego od życia

19 komentarzy

Myślę, że każdy z Was ma dni, kiedy nigdzie nie wychodzi, z nikim się nie spotyka, nie ma ochoty robić nic. I dobrze! Każdy z nas na co dzień zmaga się z własnymi problemami i bez względu na ich pochodzenie mogą przytłaczać. Sama na sobie się przekonałam, że najlepsze efekty osiąga się będąc w pełni sił. Mam tu na myśli, że jeśli przez długi czas nieustannie wpływa na mnie stres, to kolejne działania wykonuję coraz mniej dokładnie. Wtedy potrzebuję dnia na reset, a dzięki temu mogę osiągnąć wewnętrzny spokój i po takim urlopie od życia powrócić do niego ze zdwojoną siłą…

…Ale nawet taki dzień chcę wykorzystać w pełni. Dla siebie. Dla swojego zdrowia. Dla poprawy samopoczucia. Można, oczywiście, przeleżeć kilkanaście godzin w łóżku. Jednak by na drugi dzień nie czuć się jeszcze bardziej zmiętym, warto jest odpoczynek urozmaicić o wybrane zabiegi pielęgnacyjne, ciekawy posiłek czy rozwijanie hobby.

Mając całą dobę dla siebie nie maluję się, więc mogę wypróbować całą gamę dostępnych w Internecie przepisów na maseczki poprawiające urodę. Ostatnio moją ulubioną jest maska na włosy, którą w kilka minut przygotujecie w domu. Upewnijcie się, że macie potrzebne składniki: jogurt naturalny, jajko i miód. W zależności od długości Waszych włosów proponuję samodzielnie dobrać proporcje. Ja mogę już chyba mówić o swojej fryzurze jako średnia ;) Użyłam więc pół kubeczka jogurtu 250g, łyżkę miodu i jedno żółtko. Całość należy wymieszać i nanieść na włosy jak szampon czy odżywkę. Weźcie pod uwagę, że można przy tym pobrudzić ubrania i łazienkę. Po rozprowadzeniu maseczki na całe włosy zawijamy głowę folią aluminiową i trzymamy przez około pół godziny. Po tym wystarczy umyć włosy jak zwykle i można cieszyć się przyjemniejszymi w dotyku włosami.

IMG_7378

IMG_7379

Processed with VSCOcam with b1 preset

Alternatywą jest wcierka do włosów Jantar, którą kiedyś stosowałam codziennie – głównie, by przyspieszyć ich wzrost.

Resztę jogurtu, jaka zostanie z przygotowanej przez Was maseczki, można przygotować dowolnie z płatkami owsianymi lub jaglanymi, owocami i orzechami.

Processed with VSCOcam with hb2 preset

IMG_7421

IMG_7463

Podczas jednodniowego urlopu możecie zainspirować się do zjedzenia czegoś z poniższego „menu”, jakie zdarza mi się prowadzić na swoich portalach (Instagram / fanpage FB / snapchat:szepczynskaola):

IMG_7513

Owsianki

Od pewnego czasu przygotowuję owsianki w inny sposób – zagotowanym mlekiem roślinnym zalewam mieszankę płatków i dodatków w misce, zamiast gotować wszystko w garnku. Tak, jak zazwyczaj zalewa się płatki śniadaniowe :)

IMG_7525

To pudełeczko wraz z waflami ryżowymi pomaga mi przetrwać długi wtorek na uczelni. Przeważa w nim seler naciowy, papryki i pomidorki koktajlowe.

IMG_7526

Różnorodne smoothies!

IMG_7527

Podstawą zielonych koktajli jest dla mnie świeży szpinak i jarmuż. Do liści dorzucam cokolwiek mam w domu – pomarańcze, jabłka, kiwi, seler naciowy, natkę pietruszki, suszoną żurawinę… Na UJ zabieram je oczywiście w buteleczkach EQUA :)

IMG_7190

Paczka mieszanki sałat z Biedronki z krewetkami koktajlowymi podsmażonymi na oleju kokosowym.

IMG_7273

Szpinak, sałata, ugotowany brokuł i sadzone jajko.

IMG_7347

Pstrąg w migdałach z dodatkiem wiórków kokosowych i sałatki.

IMG_7418

Nieco zmodyfikowana zapiekanka z jarmużem, tuńczykiem i jajkiem z tego przepisu podesłanego przez czytelniczkę.

Mam nadzieję, że wasz urlop doda Wam sił i przygotuje do walki ;)

IMG_6929

1) Pogódź się ze swoją przeszłością, by nie stanowiła przeszkody w teraźniejszości.

2) To, co myślą o Tobie inni, nie jest Twoją sprawą. To ich problem ;)

3) Czas leczy prawie wszystko. Pozwól mu na to.

4) Nikt nie włada Twoim szczęściem. Poza Tobą.

5) Nie porównuj swojego życia do cudzego i nie oceniaj innych, nie masz pojęcia o ich świecie.

6) Przestań rozmyślać. Nie musisz znać wszystkich odpowiedzi, a te lubią przyjść, gdy się ich nie spodziewasz.

7) Uśmiechaj się. Nie masz na głowie wszystkich problemów świata.

Znasz #StyleEntry?

DSC_0526

Joseph @josephamissah to osoba, która bezinteresownie ofiarowuje swoją pomoc osobom naprawdę tego potrzebującym – podkreślam, nie oczekuje NICZEGO w zamian. Zachęca nas do rozejrzenia się wokół i wprowadzenia w życie pojęcia bezinteresowności. Koszulka jest wyrazem wdzięczności dla jego poczynań i pokazuje mu, że jest doceniany. KAŻDY, kto obserwuje profile i zwróci się do niego (po angielsku) lub do Kariny @karinaanicole (po polsku) z prośbą o t-shirt otrzyma go w wybranym kolorze i rozmiarze. Joseph rozdaje też buty Nike sygnowanych hasłem swojej działalności, zegarki i iPhone’y osobom, których zdjęcia w koszulkach spodobają mu się najbardziej.. Dlaczego robi to wszystko? Po prostu. It’s cool to give. Wiecej znajdziecie na instagramie pod tagiem #StyleEntry.

do something before you lose it for good

23 komentarzy

Ludzi kształtują ich doświadczenia. Sytuacje, inni ludzie, książki, filmy… Myślę, że gdybym zapytała Was co uważacie za podstawę bycia tym, kim jesteście dziś, miałabym kolekcję zaskakujących historii o tym, jacy i dlaczego jesteście. Mnie, uważam, najmocniej rzeźbiła muzyka. Odkąd miałam własny odtwarzacz mp3 wykorzystywałam każdą okazję do zamknięcia się pomiędzy dwiema słuchawkami – czy to w drodze, na przerwie w szkole, w domu; przez pewien czas miałam bardzo bliską sobie znajomą, z którą umawiałyśmy się – jak większość nastolatek – „na miasto”, z tym, że zamiast plotkować o rzeczach nieważnych, szłyśmy obok siebie, każda z własną muzyką w iPodzie. Wtedy akurat obie słuchałyśmy Michaela Jacksona i od czasu do czasu tylko zrywałyśmy sobie słuchawki, by przedyskutować konkretny utwór. Od tego czasu zmieniło się wiele, ale na pewno nie kwestia słuchania muzyki jako warunek przetrwania kolejnych dni.

Przeszłam przez różne gatunki i w kilku znalazłam coś, co było strzałem w dziesiątkę, zapętlone przez wiele tygodni, po czym znajdowałam kolejną perełkę w tym lub innym rodzaju brzmienia. Od liceum przeważa u mnie rap, a miłość ta zaczęła się teledyskiem do „Flashing lights” autorstwa kontrowersyjnego Kanye ujrzanym w telewizji. Zapętlałam utwór, później album Graduation, aż poznałam całą – wciąż powiększającą się – dyskografię. Teksty rapowane wielokrotnie dały mi nowe, świeże spojrzenie i to w przeróżnych sytuacjach. Nieśmiało przyznam, że zdarzyło mi się i nadal zdarza podejmować decyzje na temat swojego życia pod wpływem jednego wersu.

W ostatni dzień 2014 roku wsłuchiwałam się w teksty z nowego albumu J. Cole i przedostatni utwór przesądził o tym, jak żyję od tamtej chwili.

„No such thing as a life that’s better than yours”

Czy może być coś bardziej budującego? Nie ma lepszego życia niż Twoje. Znamy to uczucie, gdy myślimy o cudzym losie z zazdrością? „Ależ on ma zajebiste życie.” Taa? Nie ma. Ma sposób na pokazywanie Ci jego najlepszych stron, dobrze maskuje problemy, z którymi się boryka. I ja też nauczyłam się samej sobie pokazywać tylko to, co pozytywne. Często popełniałam błąd skupiając się na tym, czego NIE mam i nie chodzi mi o posiadanie w znaczeniu materialnym. Dręczyłam się myślami zaczynanymi od słów „Mogłoby być…”, „Mogłoby się stać…”, a zapominałam o tym, co JEST i co się DZIEJE. Nie wiem, co u Ciebie słychać, czy właśnie przeżywasz wielkie szczęście, czy właśnie świat się zawalił. I mimo że nigdy nie przekonywało mnie pocieszanie słowami „przynajmniej żyjesz w Polsce a nie przymierasz głodem jak afrykańskie dzieci”, to w krytycznych momentach to był mój punkt startowy. Szukałam najmniejszych radości we własnym życiu i w końcu z pocieszania siebie wyrzuciłam „przynajmniej”. Nie „przynajmniej mam wsparcie rodziny”, ale „mam rodzinę”. Dla wielu osób to byłoby spełnieniem marzenia a ja nie traktuję tego jak skarbu? Bardzo szybko to zmieniłam.

I tak dostrzegałam kolejne zalety swojego życia. Zaczęłam doceniać, co mam i choć czasem napadają mnie myśli o tym, czego mi brakuje, to staram się ich natychmiast pozbyć i tu znów posłużę się fragmentem tekstu:

„You ain’t never gon’ be happy till you love yours”

Zawsze znajdziesz buty, na które nie możesz sobie pozwolić. Zawsze dostrzeżesz u kogoś ogrom szczęścia akurat w sferze, w której Tobie go brakuje. On też komuś zazdrości i uważa, że ma gorsze życie. Głupie, nie? Ma wszystko, ale on tego nie dostrzega. I tym kimś jesteś Ty. Masz wszystko, tylko to dostrzeż, ok?

No dobra, tu trochę skłamałam, żeby stworzyć klimacik, że jesteś super. Bo jesteś super właśnie dlatego, że nie masz wszystkiego. Jesteś super, bo masz do czego dążyć. Masz motywację by iść do przodu, a uwierz mi, że to właśnie jest szczęście – osiąganie tego, co wydawało się nieosiągalne wczoraj. Według mnie szczęśliwe zakończenie to nie gruby portfel i życie u boku swojej drugiej połówki. Szczęśliwe zakończenie to szczęście pomimo. Świadomość niedoskonałości, która nie pozostawia Ci nic innego niż iść naprzód.

„It’s beauty in the struggle, ugliness in the success”


szep2

szep6

szep10

szep11

szep12

szep13

szep9

debile

Focił Ciech :)

płaszcz // CHOIES

koszulka // ROMWE

spodnie // SHEINSIDE

buty // CATERPILLAR

BBHMM

10 komentarzy

Dokładnie tydzień temu oficjalnie rozpoczęła się wiosna. Dzień jest coraz dłuższy, przez co spacery zaczynają być rozsądnym sposobem spędzania wolnych chwil po tak długim czasie zamykania się w czterech ścianach i odkręcania kaloryferów do maksimum. Czas odkurzyć rolki, buty do biegania, rower czy cokolwiek zachęca Was do wyjścia na zewnątrz i rozkoszowania się temperaturą ;) Dobrze będzie nie zapominać o piciu dużej ilości wody czy świeżo wyciskanych soków, a przechowywanie ich w stylowych butelkach Equa to dla mnie już zwyczaj. Wiosenna promocja pozwala na zaopatrzenie się w różnorodne wzory i kształty. Wcześniej nie pomyślałabym, że butelka może poza przeznaczeniem funkcjonować jako element stylizacji, a tu proszę – przyjemne z pożytecznym.

Wczoraj zdjęłam rzęsy doczepiane i uzupełniane od kilku miesięcy. Mimo często słyszanych przestróg o przerzedzaniu się naturalnej oprawy oka pod wpływem zabiegów, nie zauważyłam takiego efektu. Przyzwyczajam się do widoku swojej twarzy w nieco łysej odsłonie i rozpoczęłam stosowanie olejku rycynowego, który po trzech tygodniach ma przynieść dłuższe i ciemniejsze rzęsy, a przy okazji smaruję nim też brwi w celu ich zagęszczenia. Planuję wpis na ten temat, pojawi się gdy tylko zbiorę wszelkie potrzebne materiały i będę mogła przedstawić własne doświadczenia. Na moim Instagramie już wczoraj otrzymałam komentarze od osób stosujących kurację rycynową  i jestem naprawdę dobrej myśli, ale na efekty będę musiała poczekać przynajmniej trzy tygodnie.

6

a

b

c

d

e

f

h

i

k

l

fot. Patryk Olczyk

butelki BPA Free Biała i Czarna koronka // EQUA PL

sweterek // SHEINSIDE

spódniczka // SHEINSIDE

płaszcz // ROMWE

Wreszcie nowa Rysia! #R8