Nowy adres

Brak komentarzy

Blog przeniesiony i kontynuowany pod adresem www.oleksandra.pl

DSC_9354_co

Rosell Beauté

46 komentarzy

Długie paznokcie, jak dowiedziałam się podczas pobytu w Tunezji, są w tamtejszej kulturze postrzegane za wręcz prowokujący wyznacznik kobiecości. Od wielu lat można zaobserwować rosnący nacisk na manicure oraz panujące trendy w kolorystyce i wzorach, którymi kobiety ozdabiają swoje dłonie. Z czasów dzieciństwa pamiętam wszechobecne tipsy i french, teraz raczej hodujemy naturalną długość lub ewentualnie płytka przedłużana jest żelami. Ja jestem fanką hybryd na swoich paznokciach, czyli żelolakieru utrwalanego w lampie UV/LED.

Dlaczego manicure hybrydowy?

Zaraz po malowaniu paznokci tradycyjnymi lakierami jest najmniej inwazyjny dla płytki. Założenie i ściągnięcie żelolakieru nie uszkadza jej, a dodatkowo podczas noszenia takiego manicure płytka jest utwardzona i mniej podatna na pęknięcia i złamania. Kolor nie odpryskuje, jak to bywa przy zwykłym lakierze, nie matowieje i w zasadzie na dwa, trzy tygodnie mamy spokojną głowę o wygląd swoich dłoni. Po tym czasie zaczyna przeszkadzać odrost, stąd potrzeba odświeżenia wyglądu dłoni. Przy zwykłym lakierze po takim czasie krawędzie są dawno starte, a nierzadko pod wpływem codziennych czynności elementy lakieru odpadają od płytki.

Jak wygląda zabieg?

Przy założeniu hybryd oczyszcza się paznokcie ze skórek, zadziorów, zanieczyszczeń i traktuje pilnikiem w celu zmatowienia, by żelolakier mógł „chwycić”. Nie jest to tak drastyczne matowienie jak przed przedłużaniem, gdzie płytkę w zasadzie się unicestwia. Manicure można zacząć od rozprowadzenia bazy, lub wcześniej zaaplikowania odżywki utwardzającej krawędź paznokcia. Po każdej kolejnej warstwie dłonie lądują pod lampą na kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund – w zależności od lampy, może to być nawet do dwóch minut. Różnorodność zdobień jest w zasadzie nieograniczona i leży w kwestii wyobraźni klientki i umiejętności osoby przeprowadzającej zabieg :) Poniżej przedstawiam wszystkie dotychczasowe wzory od Ani z Rosell Beauté:

IMG_0723

Processed with VSCOcam with a4 preset

Processed with VSCOcam with a6 preset

Processed with VSCOcam with c1 preset

crop top // SHEIN

lady bra // GodSaveQueens

IMG_0724

butelka // EQUA

IMG_0719

Processed with VSCOcam with a5 preset

IMG_0718

buty // NIKE Downshifter 6 Jr

zegarek // DW

Processed with VSCOcam with a5 preset

Wpis nie bez powodu pojawia się właśnie teraz – przez cały sierpień obowiązuje zniżka -20% na każdą usługę.

Dodatkowe informacje, zapisy i cennik znajdziecie na 
http://rosell-beaute.pl/
.

A tak prezentuje się gabinet i lustro od ZAPproject, które niedługo zagości i w moim pokoju :)

Processed with VSCOcam with hb1 presetcrop top // SHEIN

wanted bra // Perilla

Wiem, że niektórym ogromną trudność sprawia osiągnięcie długich paznokci, które nie będą się łamać. Jakość paznokci jak i reszty wytworów naskórka (rzęsy, brwi, włosy) zależy od kondycji organizmu. Ze swojej strony mogę polecić zdrowe odżywanie, herbatę z pokrzywy i siemię lniane. Był czas, gdy stosowałam odżywkę Eveline 8w1 – wiem, że na jej temat krążą kontrowersyjne historie, ale ja stosując ją zgodnie z zaleceniem producenta nie doświadczyłam uszczerbków ;)

Włosy sygnalizują zmiany w życiu kobiety

84 komentarzy

To hasło chodzi za mną odkąd po raz pierwszy drastycznie zmieniłam fryzurę, a było to we wrześniu 2012 roku. Dotąd moje włosy były długie, wyprostowane, z poszarpaną grzywką lecącą na oczy. Ale do wakacji 2012 roku mieszkałam też z rodziną, tj. Mamą i Bratem. Jak tylko postanowiłam wyfrunąć, moja fryzura uległa bezlitosnemu cięciu.

Włosy odzwierciedlają stan zdrowia naszego ciała, o czym między innymi pisałam tu, tu i nawet trochę tutaj, dlatego dziś odpuszczę sobie biologię. Przede wszystkim to po fryzurze możemy rozpoznać, z kim mamy do czynienia przy pierwszym poznaniu.

Długie, zadbane włosy – najlepiej w warkoczu lub złote loki – symbolizują przede wszystkim czystość na ciele, niewinność. Dlatego nierzadkim zjawiskiem jest obcinanie włosów przez dziewczyny po Pierwszej Komunii, po maturze, po wyprowadzce z domu… Wtedy, gdy naprawdę chcą zaznaczyć, że od teraz to one o sobie decydują. Nie byłam wyjątkiem, choć u mnie dodatkową motywacją była orientacja. Stereotypowy obraz lesbijki składa się przede wszystkim z damskiego irokeza, wygolonego boku albo innego paskudztwa – ja postawiłam na włosy przy skórze, ale wciąż będące elementem dodającym, a nie ujmującym.

Mając długie włosy bardzo przejmowałam się opinią swojego otoczenia – nigdy tego nie okazywałam, ale bolało mnie ignorowanie ze strony znajomych. Powiecie, że sama radzę Wam zmieniać grono, jeśli obecne przysparza więcej problemów niż korzyści. Ale ja wam to doradzam, bo już wiem, że tak się robi – a wtedy nie wiedziałam. Wiedziała to natomiast inna dziewczyna; konkretnie, to moja ówczesna dziewczyna i poleciła mi się odciąć. No to się odcięłam – od ludzi, od bycia przestraszoną i od… włosów.

Przychodzi mi teraz na myśl, że ja głównie nie mogłam odnaleźć się wśród kobiet. Nie umiałam poczuć się lepsza lub choćby równa innym spotykanym przez siebie dziewczynom, a świat mężczyzn dla mnie zupełnie nie stanowił problemu. Brakuje mi co prawda ogniwa spajającego ten fakt z późniejszym trwaniem w związkach z kobietami, bo, tu podkreślam, każdy kolejny traktowałam jeszcze poważniej. Ostatnia relacje to było już wspólne mieszkanie, wspólne pieniądze i grube plany na przyszłość, ale związek to niestety tylko dwójka ludzi, a ludzie niczego tak dobrze nie potrafią, jak spieprzyć sprawy. Życie. :)

Kontynuując historię swojej fryzury: nigdy nie ukrywałam, że kocham siebie w krótkich włosach i za nic nie cofnęłabym tej decyzji. Te włosy w dużej mierze stanowiły moją cechę rozpoznawczą, dodawały – zgodnie z przeznaczeniem – pewności siebie, a nawet kobiecości. Nadal postrzegam kobiety krótko ścięte za bardziej seksowne od tych z metrowym kucykiem. Tak mam i już.

Nie ukrywam też, że ta fryzura stanowiła wyraźnie zakreślony etap w moim życiu, jak na razie najbardziej intensywny okres. Wiele osób zarzuci mi teraz, że mówię o udawaniu kogoś, kim nie byłam. Prawda jest jednak zupełnie inna. Ten czas przeznaczyłam na dowiadywanie się, kim właściwie jestem, jaka jest moja pozycja w społeczeństwie, na ile chcę i mogę sobie pozwolić oraz że wszystko niesie za sobą konsekwencje i jedynie ja mogę siebie rozliczać z tego, co zrobię lub czego nie zrobię nigdy.

Krótkie włosy manifestowały moją siłę, były oznaką niezależności i, no, takiej przedwczesnej dorosłości. Byciem dorosłym na papierze i gonieniem tego statusu mentalnie. Dorastaniem do dorosłości.

I pewnego dnia to poczułam. Poczułam, że ja w końcu odnajduję się między innymi ludźmi. A skoro już wiem, jak dobierać ludzi i naturalnie przychodzi mi sygnalizowanie swojej pozycji, nie musiałam mieć dodatkowych znaków w postaci odważnej fryzury.

Postanowiłam nawet zmienić kolor, do czego przyczyniły się dwie osoby: Sylwia Gaczorek i Arleta, z którą czasem tworzymy zdjęcia stylizacji na bloga – przerobiła jedną z fotografii w taki sposób, że zobaczyłam swoją twarz w ciemnej obwódce i od razu poczułam, że powinnam to urzeczywistnić. Zwróciłam się do fryzjerki, którą poleciliście mi między innymi Wy, a która była blisko, bo w Krakowie i mogłam poczuć, że się zrozumiemy, gdyż obie tkwimy w blogosferze. :) Sylwia zaprosiła mnie do salonu Maniewskiego przy krakowskim Rynku, w którym dokonuje swoich cudów i spełniła moją prośbę. Poniżej przedstawiam, jak postępowało przyciemnianie mojego koloru:

1. Mój naturalny kolor.

2. Zdjęcie Arlety, które przeważyło o losach koloru na mojej głowie.

3. Efekt pierwszego farbowania.

4. Kolejny, ciemniejszy odcień („popielaty brąz”).

Obecnie moje włosy są jeszcze ciemniejsze, czym zaowocowała ostatnia wizyta połączona z zabiegiem Olaplex. Służy on odbudowaniu włosów dotkniętych prostownicą, suszarką, farbowaniem czy nawet zwykłą szczotką. Nie należę do osób narzekających na stan swoich włosów, nawet Sylwia przy pierwszym naszym spotkaniu pochwaliła je i nie zauważyła śladów prostownicy :) Zdecydowałam się jednak na Olaplex i po wyjściu z salonu cały czas dotykałam swoje włosy, bo były tak lekkie i gładkie. Więcej o zabiegu przeczytacie na blogu Sylwii, która mimo wszystko zna się na tym dużo lepiej niż ja: Co to jest Olaplex?

Olaplex możecie stosować też w domu, po konkretne instrukcje zajrzyjcie do wpisu i do sklepu.

W sklepie znajdziecie też dużo innych kosmetyków, np. poziomkowy lakier do włosów, szampony i maski :)

1607077_912645522127137_6639029999065726439_n

Nowy kolor w profesjonalnych kadrach zobaczycie już niedługo na blogu, tymczasem polecam obserwować swój profil na Snapchacie:

11180064_10200303152896746_2068832838_n

Big Milk Yogurt

52 komentarzy

Czy próbowaliście już nowej propozycji lodów Big Milk Yogurt? Odkąd zwróciły moją uwagę w sklepowych zamrażarkach i skusiłam się na zakup, pozwalam sobie na tę przyjemność przynajmniej dwa razy w tygodniu. Mowa o jogurtowych lodach na patyku w dwóch odsłonach: z truskawką i karmelem.

Lody to dość popularny element dnia podczas wakacji, szczególnie jeśli dbamy o sylwetkę – by nie żałować tej uciechy, należy sięgać po sorbety lub wyroby na bazie jogurtu. Jedna porcja Big Milk Yogurt opartego na jogurcie naturalnym to tylko 110 kcal, a znając Waszą wakacyjną, podwyższoną samokrytykę, taka informacja to ulga :)

Nie wiem, który smak chciałabym polecić bardziej – mus truskawka nie jest przesłodzony i idealnie współgra z aksamitnym jogurtem, ale karmel przypadnie do gustu tym z Was, którzy preferują lekko kwaskowate smaki.

Skoro już uspokoiłam Wasze sumienie dotyczące spożywania słodkości latem, zachęcam do skosztowania właśnie tych lodów!

#BigMilkYogurt #joyissimple #fun #summer #radoscjestprosta #BigMilk #BigMilkJoyIsSimple

0747

0748

0749

0750

0751

0753

0754

0755

0757

0758

0759

0761

0762

0763

0765

0766

0767

img_25001023

IMG_9885

fot. Katarzyna Gesing

biustonosz // GODSAVEQUEENS

koszula // SHEIN

spódnica // SHEIN

buty // ADIDAS

Pomarańczowe ombre na paznokciach od Ani z gabinetu Rosell Beauté :)

Special Affair

26 komentarzy

Super, że Taco przypadł Wam do gustu jak mnie! Skoro potrafimy dzielić gusta muzyczne, to spróbujmy czegoś innego. Często zadawane są mi pytania na temat moich ulubionych blogerów i w zasadzie nie umiem na nie odpowiedzieć, bo obecnie nie czytam żadnego bloga regularnie. Zamieszczę dziś jednak trzy wpisy, które ostatnio wyjątkowo mną poruszyły – może i Wy uznacie je za ciekawe, a przy okazji poznacie osoby za nie odpowiedzialne.

1. Nikt nie ociera łez kobietom w getrach

Po przeczytaniu go miałam mieszane odczucia. Z jednej strony – przecież ja mogłabym mieć trzy peleryny, ja nigdy nie okazuję słabości, nawet uczuć nie lubię z siebie wylewać, a pomysł telefonu do kogoś, bo mi źle, to nie moja bajka.

Za chwilę przypomniałam sobie te nieliczne, choć istniejące wieczory w mieszkaniu, gdy myślę, że samodzielnością nazywam część dnia przed 16:00, a później jest samotność. Wieczorem to już mnie nie obchodzi, że nikt mi nie każe sprzątać pokoju i nie pytam „co na obiad?”, ewentualnie w żartach pytam o to koty. Wieczorem to już bym chciała, żeby się ktoś tu krzątał i mówił, że… nie wiem. Cokolwiek mówił. Mógłby na mnie krzyczeć, wytykać, mógłby opowiadać zupełnie nieśmieszne kawały, ale coś by mówił. I by był.

Stąd refleksja – ona ma chyba rację, powinnam pozwolić sobie na gorszy dzień i tydzień bez myślenia o konsekwencjach. Może kiedyś dojrzeję do tego, by przestać się ścigać z samą sobą między innymi dzięki temu wpisowi.

2. Największe zwierzę w historii świata

Tematyka zupełnie inna. Kocham dinozaury, niedawno w kinie obejrzałam Jurassic World i świetnie się bawiłam kibicując raptorom, by komuś odgryzły rękę. Mozozaur zrobił na mnie wrażenie jak na każdym (chyba) i śledziłam w Internecie wszystkie te naukowe obliczenia, że wcale nie był taki duży. Ale jak natrafiłam na ten wpis, to nie mogłam wyjść z podziwu, że ktoś potrafił trafić do dziesięcioletniej mnie zakochanej w delfinach i planującej swoją karierę jako ich treserka.

Tata kupił mi nawet własną domenę i miałam swoją stronę, gdzie gromadziłam wszelkie znalezione i wyczytane przez siebie informacje, historie i zdjęcia delfinów. Prowadziłam ją chyba całkiem długo, w zasadzie można powiedzieć, że blogowałam ;)

3. Odrobacz się człowieku!

Dobra, od razu mówię, że JA przeczytałam to dziś o 9 rano wracając wczorajsza autobusem, a wczoraj trochę popiłam, więc swoje odczucia możecie pomnożyć przez mój stan. I mnie nikt nie ostrzegł.

O ile koty odrobaczam, o tyle przenigdy nie pomyślałabym w ten sposób o sobie. Mam nawyk uważania swojego organizmu za wzorowy okaz, palę bo lubię i nie wierzę, że mam czarne płuca etc. No to gdzież w tym arcydziele miałoby się znaleźć miejsce na takie paskudztwo? Ania zasiała we mnie jednak ziarno niepewności… i ja się chyba tego podejmę. Ale nie będę patrzeć w muszlę, bo chcę sobie jeszcze kiedyś spojrzeć w twarz. Dość, fuj.

 

Chętnie poznam w komentarzach Waszą opinię o tych trzech wpisach oraz w ogóle o moim dzieleniu się znaleziskami z blogosfery.

2

6a

7a

10a

13a

21a

24

cotam

Zdjęcia powstały we współpracy z Natalią – na nasz duet czekałyśmy od co najmniej kilku miesięcy, a gdy nadarzyła się okazja, którą stanowił mój pobyt w Krośnie, nie mogłyśmy odpuścić.

fot. Natalia Żygłowicz

kurtka // SHEIN, niestety już niedostępna

bluzka // SHEIN

bokserka // H&M

spodnie // ROMWE

buty // PUMA

Mięso

24 komentarzy

Zazwyczaj, gdy świat szaleje na punkcie potrawy, modelu buta czy muzyka, to omijam je szerokim łukiem. Nie lubię szaleć razem z innymi i zdarza się, że nigdy nawet nie spróbuję tego jedzenia, nie spojrzę na ten but i nie przesłucham ani pół kawałka tego artysty-odkrycia roku. To moja strefa komfortu – stan, w którym nie interesuje mnie obecny trend. Dziś złamałam swoje zasady i poświęciłam uwagę twórczości Filipa Szcześniaka znanemu raczej pod pseudonimem Taco Hemingway, która zresztą – jak się okazało – nie jest mi obca. Będąc w gimnazjum w serwisie YouTube natrafiłam na dziesięciominutową sklejkę scen z filmu „Upadek” pod tytułem „Hitler: w poszukiwaniu elektro”. Kto jeszcze nie widział, polecam gorąco – autorem jest właśnie Filip.

Przyznaję szczerze: nie lubię polskich raperów z nielicznymi wyjątkami. Jedyny album, którego jestem w stanie wysłuchać w całości, to „Cztery i pół” wydany cztery lata temu przez Łonę i Webbera. Do utworów „Patrz szerzej”, „Nie pytaj nas” i „To nic nie znaczy” wracam regularnie.

Dziś przesłuchałam album Taco i niedawno wydaną EP-kę i… szczena mi opadła. Uwielbiam pozytywne rozczarowania i ten, który wydawał mi się kolejną „rewelacją”, wprowadził mnie w hipnozę swoimi opowieściami. A… co ja będę kadzić.

Dedykuję każdemu, kto tak jak ja prychał na polskich raperów.

4

20

22

26

28

2222

jjj

fot. Justyna Wróblewska

crop top // CHOIES

kimono // CHOIES

spodnie // ROMWE

buty // PUMA

Uh oh there she go

21 komentarzy

 

 

Kojarzycie komiks, w którym pierwszy obrazek przedstawia pieska siedzącego w kapeluszu przy stoliku, wokół którego szaleją płomienie, a na drugim dodano nad futrzakiem dymek „This is fine.”?

To ja.

Przestałam kontrolować swoje życie już jakiś czas temu – nie mam pojęcia, co będę robić jutro, za tydzień, w wakacje ani po studiach. Upubliczniając swoje życie w Internecie nie mogę uniknąć częstych pytań „Jak widzisz swoje życie za x lat?” i na początku było mi przykro, że nie wiem. Od podstawówki miałam styczność z osobami nastawionymi na swoją karierę prawnika, chirurga czy na odziedziczenie biznesu rodziców. I czułam presję, że ja nie wiem, i zazdrość, że oni wiedzą, i nadzieję, że w końcu się dowiem. Nawet moi kuzyni od dziecka wiedzieli, ba, nawet mój młodszy o sześć lat brat wie, czym zajmie się w przyszłości i już do tego dąży. A ja sobie siedzę, ostentacyjnie siorbię kawkę niczym ten psiak z komiksu i nie wiem.

Ale już wiem, że nie muszę. Od przynajmniej 4 lat przytrafiają mi się sytuacje, z których wydaje się, że wyjścia nie ma – ewentualnie zmienić tożsamość i osiąść w Puerto Rico. Czasem potrzebuję sobie przeczytać jakieś hasła motywacyjne; takie naprawdę tandetne sentencje, które nie pozwolą popaść w marazm, tylko wziąć się w garść. A po kilku dniach rozwiązanie mam już obcykane i w kieszeni, to nawet zapominam, że problem miałam.

„Ja? Problem? Nie, zajęta byłam, potrzebowałam chwili.”

 I każdorazowo wychodzę jeszcze silniejsza i jeszcze bardziej przekonana, że mi nikt nie podskoczy, choćby strategię przygotowywał po nocach. O, taka jestem.

2male

3male

6male

9male

11male

14male

20male

23male

24male

26male

30male

32male

33male

 

fot. Julia Chabior

crop top // CHOIES

spodenki // SHEINSIDE – teraz SHEIN

płaszczyk // ROMWE

kopertówka // CHOIES

plugi // INSPLUG

Na instagramie inspluga trwa konkurs!

The Hills

23 komentarzy

 

Po uporaniu się ze złośliwością rzeczy martwych, mogę wreszcie podzielić się jedną ze swoich ulubionych sesji – na dachu, z widokiem na piękny Kraków! Nie wdając się w szczegóły dotyczące tego, jak na rzeczony dach się wchodzi, zdjęcia mogłyby nie istnieć – Kasia okazała się cierpieć na paskudną akrofobię, znaną lepiej jako lęk przed wysokościami. Ja, od dziecka wyznająca zasadę, że im głośniej Mama krzyczy „zejdź!”, tym lepiej, starałam się przekonać Kasię przez około 20 minut, że skoro ja weszłam, to i jej się uda. Że przytrzymam, że nie patrz w dół, że przełam bariery… Lęk jednak wziął górę, przez co zdjęcia mogła wykonywać jedynie wystając z pewną dozą nieśmiałości z okna.  Zobaczcie efekt, a jeśli sami nie czujecie się pewnie stojąc na balkonie, to ogromnie Wam współczuję!

img_07790767

img_07800768

img_07840769

img_07880770

img_07940772

img_07960773

img_08100775

img_08120776

img_08130777

fot. Kasia Gesing

sweterek // SHEINSIDE

spodnie // SHEINSIDE

buty // PUMA

zegarek // DANIEL WELLINGTON

plugi // INSPLUG

Nowy Abel! *miłościwiele*

I decide when we’re through

29 komentarzy

Po obchodach moich urodzin i imienin, jak co roku zbliża się Dzień Matki. Odkąd nie mieszkam z Mamą i nie widujemy się na co dzień, na wartości zyskały spotkania – szczególnie tylko we dwie, najlepiej poza domem, na kawie i lodach. Ponieważ w podobnym czasie obchodzone są Dni Matki i Dziecka, świętujemy je w uzgodnionym terminie wypadem na miasto i upominkami.

Nie ukrywam a wręcz chwalę się swoją relacją i zawsze z grymasem czytam pojawiające się w komentarzach wyznania, że ktoś nie ma już możliwości spędzenia tego dnia wspólnie z Nią lub po prostu nie potrafi się porozumieć. O ile pierwszy przypadek jest od Was niezależny, o tyle po raz kolejny będę zachęcać do dążenia do poprawienia stosunków z Mamą, jeśli nie jesteście z nich zadowoleni. A zbliża się do tego okazja.

Zastanawiam się, jakie są Wasze sposoby na okazanie Mamie zainteresowania w tym okresie?

Znalazłam ciekawą promocję w serwisie kuponowym Tanio na prezenty dla Mam. Jedną z ofert jest specjalny kod rabatowy na bukiet z okazji Dnia Matki, który ucieszy każdą miłośniczkę kwiatów. Do bukietu wystarczy dołączyć własnoręcznie przygotowaną kolację i zadowalać się wspólnie spędzanym czasem.

0505

0509

0510

0511

0513

0514

0515

0518

0519

0520

0521

0522

fot. Kasia Gesing

bluzka // SHEINSIDE

spodenki // ROMWE

buty // FOOTSHOP

plecak // SHEINSIDE

Wpis sponsporowany: Dzień Pieczenia z Kasią

10 komentarzy

Zgodnie z zobowiązaniem z tego wpisu, z okazji Światowego Dnia Pieczenia wraz z Mamą wykonałyśmy „Najszczęśliwsze Ciasto” :) Zostało delikatnie zmodyfikowane przez nas, a efekt końcowy jest… zresztą, sami zobaczycie.

IMG_8661

Suszony kokos i mango dostępne u DRPELC.

IMG_8660

IMG_8659

Na zdjęciu: starta skórka limonki.

IMG_8658

Na zdjęciu: posiekane suszone mango.

IMG_8656

Na zdjęciu: puree z mango przed zblendowaniem z mlekiem.

IMG_8657

Ciasto przed umieszczeniem w piekarniku…

IMG_8667

IMG_8668

…oraz po nasączeniu połówek syropem z limonki, wypełnieniu nadzieniem i udekorowaniu!

PRZEPIS

Jestem bardzo zadowolona z efektu naszej pracy i wspólnie spędzonej niedzieli :)

Podjęliście się pieczenia?

Artykuł sponsorowany przez Kasię, ale treść oraz zdjęcia są mojego autorstwa.